Piaski

pogoda: ciepło, słonecznie



Ten wyjazd... no był bardzo nietypowy :). Chciałem zrobić krótki wypad, to prawda, ale głównie po to by tam być, a nie by zwiedzać. Ot, pojechać i się cieszyć z tego, że tam jesteśmy... Wszystko odbyło się w tak dużej tajemnicy, że sam nawet niewiele wiedziałem :). W planach była Rewa (za Gdynią) albo Wyspa Sobieszewska (peryferie Gdańska), a pojechaliśmy zupełnie gdzie indziej. Dalej, dużo dalej. Na krańce (polskiego) świata...

Ostateczna decyzja zapadła jakieś 6 h przed wyjazdem, z czego znakomitą większość poświęciłem na sen... Wcześniej spać nie mogłem. Bagaż był już przygotowany dnia poprzedniego, co by niespodziankę nie zakłócić, toteż zaraz po porannym posiłku opancerzyliśmy się każdy, jak mógł i ruszyliśmy w drogę.

Jazda przez Żuławy Wiślane okazała się... stresująca. Boczny porywisty wiatr, pędzące znaczniej powyżej normy samochody, w tym co gorsza ciężarówki, przed którymi często trzeba było uciekać, uprzykrzały życie (to nie jest tak, że każdy motocyklista pędzi środkiem jezdni, jak tylko widzi prostą przed sobą - typ i moc moto ma oczywiście znaczenie, ale odpowiedzialność za pasażera jest najistotniejsza). Koszmar (dobra, przesadzam teraz) kończy się przed Nowym Dworem Gdańskim, kiedy zjeżdżamy na spokojniejszą trasę. Zaczyna się przyjemność. Spacerowa prędkość, niewielki ruch, piękne krajobrazy... Tak, dlaczegoś takiego pokochałem właśnie dwa kółka. Praksa dzielnie znosi trudy i brak informacji :)

Mierzeja Wiślana. 2 lata temu, kiedy przyjechałem tu też na dwóch kółkach (tyle, że zajęło mi to wtedy +/- 24h, teraz zaledwie dwie), też była bardzo ładna pogoda. Ciepło, słonecznie, tylko zwierząt było więcej. Moto wiadomo, od roweru głośniejsze, toteż w trasie marne szanse na spotkanie, ale jakież moje rozczarowanie, że w stolicy dzików, ani jednego dzika! A tak na nie liczyłem... :(

Przez grubo ponad 2 km idziemy w butach, które są średnio stworzone do długich wędrówek przez las. Taszczymy ciężki tankbag i ciężkie ciuchy moto. Robi się gorąco. W końcu docieramy do pamiętnego szlabanu. Tak jak kiedyś, tak i teraz stoi wóz patrolowy straży granicznej. Kilka fotek i idziemy na plażę. Ciepło, słonecznie, bezwietrznie. (Aż) parę osób, które też miały fantazję pobyć na skraju kraju. Rozkładamy się, wyciągam kieliszki i "szampana". Kto powiedział, że nie można mieć takiej fantazji? :)

PS. Jestem niezmniernie wdzięczny, że bezproblemowo stamtąd wróciliśmy, choć było już gorąco. Następnego dnia akumulator odmówił ostatecznie posłuszeństwa...